Pomijając już fakt, że ciuch to tylko szmata, materiał, odzienie na grzbiet i nie należy się czymś takim podniecać, jak obrazami z galerii, to w Polsce panuje od lat mania wciskania konsumentom kitu, że byle gó… jest luksusem. A Polak to głupek, który myśli, że jak para spodni kosztuje 500 PLN, to już jest niemalże zdjęta z dupy księżnej Monako, a tu chodzi o to, że tanie rzeczy się nie za bardzo sprzedają, bo nasz naród ma kompleksy i próbuje się snobować, na co tylko się da. Ludzie na poziomie po prostu idą do sklepu i kupują to, co jest im akurat potrzebne, a nie robią z tego filozofię. Nie mówiąc już o tym, że po ulicach chodzi wiele świetnie wystylizowanych osób, które ubierają się w second-handach i hipermarketach i mają w dupie cudzą opinię o marce i modzie. Jest też wielu takich, co to wyglądają jak pół dupy zza krzaka, z wywaloną na wierzch metką markowego sklepu, jakby mogli, to by jeszcze ceny sobie na tyłku wytatuowali. A producenci robią z nas wała, szyjąc z tanich, kiepskiej jakości materiałów, bo rzeczy przeznaczone są na rynek wschodni, więc hołota się nie pozna, a swoje dokładają sklepy, windując marżę tak, żeby byle głupek miał wrażenie, że noszenie de facto niewiele wartej szmaty, nobilituje go i wyróżnia z tłumu…podobnie ubranych ofiar.