w usa departament edukacji czyli odpowiednik polskiego ministerstwa zajmuje się finansowaniem posiłków w szkołach i to jego jedyna rola. nie ma nic wspólnego z edukacją, która jest w gestii wladz stanowych. ze szkolnych stołówek usunieto tzw. niezdrowe potrawy.

a co na to uczniowie? głosuja nogami. na przerwie udają się na drugą stronę ulicy, do sklepu i tam kupują sobie to co chcą włącznie z coca-colą. po lunchu w szkolnych garach zostaje tona jedzenia, która każdego dnia jest wyrzucana do śmietnika. płaci za to podatnik. no cóz, rzad wie lepiej co młodzieży smakuje i nie może powstrzymać sie od codziennego aplikowania szczęścia, tubą prosto w gardło.