E, ty chyba nie zakumałeś, o co chodzi jasiowi wędrowniczkowi. Jego porównanie jest o tyle sensowne, że Smela się stara przedstawić jako gwiazda polskiego rynku IT. Napisał fajnie, żeby czytać wypowiedzi Smeli między wierszami, a ty się czepiasz gościa.

Akurat mam to nieszczęście pracować w jego firmie, więc mam prawo powiedzieć – to syf, gdyby nie kredyt na karku i dziecko paromiesięczne, już by mnie tu nie było. Nie sztuka zatrudnić 1200 ludzi, i się tym chwalić, tylko sztuka rozwijać te firme. Z podejściem do pracowników, jaki jest w ericpolu (z małej litery, bo na dużą nie zasługuje) i dzięki wodzeniu za nos klienta (///) ta firma może zniknąć z rynku. Szwedom nerwy puszczają i nawet szaraczki takie jak ja już czują wiatr zmian.

A ludzie nie są sfrustrowani, że Smela ma kasę i firmę. Są sfrustrowani tym, że wtopili, idąc do jego firmy i grzęznąc w niej na lata. Jedyny sposób na zmiany na lepsze, to odejść. Co też uczynię, jak tylko sytuacja życiowa pozwoli. I owszem, to mnie frustruje, bo Smela i jego managierstwo wykorzystuje takich ludzi jak ja wiedząc, że nie odejdziemy (bo ugrzęźliśmy w niszowych technologiach w firmie, która nie inwestuje w pracowników).

Po namyśle: rzeczywiście, wędrowniczek przesadził z porównaniem do Jobsa. Co prawda ma rację, że w USA się pisze na pierwszych stronach dużych dzienników o ludziach innego formatu niż Smela, ale faktycznie jak widzę to zdjęcie i czytam te słowa to mną trzęsie.