Pisałem o małych i średnich firmach, które przy ciągłości rozwoju i dalsszym inwestowaniu mogły się rozrosnąć i próbować wchodzić w kraje sąsiednie, o tych Fuchsach, Winiarach (tu marka została jako część Nestle), o Wedlach (też marka została w obcych rękach), o zakładach Elektrit, o Cegielskich (nazwa została, w upadłości chyba), o Schichcie, o sporej częsci farmacji. Nie ma sensu tego wszystkiego szukać i wymieniać, chodzi o to, że komuna zniszczyła naturalny potencjał rozwojowy. Część z nich by przetrwała i się rozrosła na kraje sąsiednie, część by padła naturalną koleją rzeczy. Komuna wrzuciła to wszystko w zamrażerkę. Dlatego dziś sporo osób kupuje w jakimś Carrefourze w Polsce, a nie w Społem we Francji.

A co do Baczewskiego, to oczywiście znana nazwa, ale też dziś znana głównie z sentymentu, bo firma była lwowska. Jeśli chcesz się posmiać, to opowiem ci anegdotę. W latach 1980-tych robotnicy miejskiej firmy wodociągowej albo elektrycznej wykonywali jakiś wykop na ulicy Chłodnej w Warszawie. Przypadkiem dokopali sie do jakiejś piwnicy nieistniejącej już kamienicy, gdzie odkryli skład dóbr różnych. Inspektor wezwał oczywiście wszystkie służby, zgodnie z przepisami, w tym Sanepid, w którym pracował mój kolega, a który to Sanepid mieścił się, i nadal się mieści, na rogu Chłodnej i Żelaznej, jakieś 100 metrów od tego zrobionego przez nich wykopu. Kiedy kolega dotarł, szybbko, na miejsce, okazało się że w tej piwnicy była masa wódek Baczewskiego, z czego ci robotnicy większość już zdążyli wychlać. I byli bardzo zadowoleni, nie dlatego że Baczewski, raczej. Kolega kilka tych flaszek „uratował”, wódka była jak wódka, żadna rewelacja. 😉