Bo większości ludzi wydaje się, ze jak płaci za butelkę dobrego wina 120 zł to cała ta kwota ląduje w kieszeni właściciela. Ale nie wiedzą lub nie chcą wiedzieć, ze trzeba najpierw tę butelką zakupić u producenta, dowieźć, magazynować w odpowiednich warunkach, rozreklamować, opłacić czynsz za lokal, pensje pracowników (a dobrzy pracownicy dobrze kosztują), zapłacić ubezpieczenia, podatki i wynająć firmę ochroniarską. Po co o tym myśleć? Nie lepiej sprzedawce nazwać chciwym burżujem? Tak jest wygodniej i weselej.