kocham hipermarkety, szczególnie te gigantyczne, francuskie –

za wysoką jakość towaru, ,świetną organizację dostaw,miłą obsługę, przerażający i porażający – w pozytywnym znaczeniu, wraz ze znakomitą ekspozycję towarów[często lady n.p. z ciasteczkami czy słodyczami i łakociami maja łącznie kilkaset m długości\ – wybór….

fajnie jest też spojrzeć zkonsternowany’m, zszokowanym okiem pełnym euforii

na kilometr długości w tył i w przód i czuje się wówczas sam niebotyczny ogrom kolosa handlowego,to działa jak niezastąpiony narkotyk,szczególnie jak się człowiek znajdzie na głównej ,najczęściej jednej z dwóch, aleji spacerowych, duże wrażenie robi też kilka tysięcy jednocześnie kupujących tam klientów,

gorzej z nieliczną obsadą kas, ale większość „francuzów” czy „niemców” uruchamia zespoły kas automatycznych wzorem tonących od zalewu towaru kolosów handlowych zza Oceanu , wielkogabarytowego mega-handlu”made in USA”…

żałuje więc bardzo i płacze już dzisiaj krokodylimi łzami, że ekspansja handlowych „mastadontów” supernowoczesnego handlu, nagle ulegnie niewytłumaczalnemu bolesnemu zahamowaniu…