Gość portalu: as napisał(a):

> ale sie z niego smieli ze anachroniczny i nacjonalista a teraz sie obudzili

Rzecz w tym, że o tym, że kapitał jednak ma narodowośc, na początku lat 1990-tych też było wiadomo. Strategia prywatyzacji banków w Polsce przyjęta przez rząd Suchockiej zakładała, że docelowo w polski sektor bankowy powinien być w 1/3 własnością kapitału zagranicznego z sektora finansowego, w 1/3 kapitału prywatnego polskiego, i w 1/3 własnością państwa polskiego. W latach 1993 – 1997 rządy SLD-PSL realizując mniej wiecej tę strategię, którą potwierdziły, sprzedały raptem trzy średnie banki. Do tego stawu z karpiami, jakim był archaiczny, niewydolny, i upolityczniony sektor bankowy, trzeba było wpuścić jednak kilka szczupaków.

Problem jest taki, że w końcu stracono miarę. Bo potem do władzy doszedł pewien pan premier od czterech reform, wicepremierem był niejaki pan Leszek B., a wiceministrem skarbu państwa odpowiedzialnym za prywatyzację m.in. banków pewna pani powiązana rodzinnie z panem B., która sprzedawała jeden bank na lunchu, i jeden na kolacji tego samego dnia. Zresztą maczała też palce w innych „udanych prywatyzacjach”, typu PZU czy DT Centrum, w przypadku których same grunty tylko pod domami towarowymi na Ścianie Wschodniej w Warszawie były warte wielokrotnie więcej, niż ona dla Skarbu Państwa wzięła za całą firmę. Potem ta pani pełniła różne funkcje w bankach, które sprzedała, aż się rok temu inwestor zorientował, że pan B. wypadł z łask, bo się wziął za spór z rządem o OFE, i właściwie docenił jej rzeczywiste kompetencje, zsyłając ja z prezesury banku do jakiejś rady nadzorczej na Ukrainie.

O rzeczywistych skutkach działalności tej pani wiceminister i tego pana premiera cała klasa polityczna i media wiedziały doskonale, ale mało kto odważył sie o tym mówić. A prawda jest taka, ze oboje powinni trafić już dawno do apartamentowca z żelaznymi firankami.