Zastanawiam się, czy mnie to też dotyczy. Ale to daktycznie nie sprawa jednej kadencji.

Nie jestem już w „wieku rozpłodowym” – przynajmniej 10 lat intensywnie trenowałem, zanim na rolę ojca się zdecydowałem. Następne ponad dwie dekady, gdy dwójką dzieci (mam parkę, więc jak Komorowski strzelbę na ścianę odwiesiłem) jak najlepiej się zajmowałem.

Dziś mieszkają osobno, razem odwiedzamy moją mamę, ok 90 lat, wymagającą już całodobowej opieki. Dla fiskusa – już nie jesteśmy rodziną. Dla Kościoła – może uproszę, by mi wolno było mamę w urnie pochować w grobie ojca, na drugim końcu Polski.

Nie mogę się doczekać, by dziadkiem zostać, choć dziadem już jestem.

Cholera – syn mi sponsorował operację, nie łapówkę lecz na fakturę, bo inaczej by mnie szlak trafił. Wykupił mi dostęp do sieci prywatnych przychodni – nie wiem czy go dalej będzie stać, bo rząd uznała, że należy ZUS płacić za to, że nie chodzę do publicznych przychodni, bo nie wytrzymuję czekania 2-3 miesiące na wizytę u specjalisty. Dziś na forum zapytałem, czy Jaroslaw K. nie załatwiłby mi „najlepszej możliwej opieki” w lecznicy, gdzie jego kot zdechł, bo długo na kolejną operację czekam…

Renty i emerytury nie dostanę, nie tylko z powodu „antykryzysowych” zaleceń by nie przyznawać, lecz cofać. Brak mi „wysługi lat”, bo ostatnie lata bidny pracodawca rozliczał mnie na umowach o dzieło. Teraz będzie gorzej, bo odliczą mi od tego następne podatki, wyjdę wiec na koszty czynszu i leków. A za stary jestem, by tylko miłością żyć. Do Boga oczywiscie.