spółdzielcze („Gminne Spółdzielnie”). Tyle, że jest to taka spółdzielczość z czasów PRL-u, w której prezes de facto nie był wybierany na zebraniu spółdzielców, lecz należał do nomenklatury i przywożono go w teczce. Pod tym względem, niestety, niewiele się dotąd zmieniło, gdyż nikomu na zmianach nie zależało.

Większość GS-ów, w uszczuplonym stanie majątkowym, przetrwała transformację ustrojową i jakoś tam sobie średnio przędzie. O ile komuś nie przeszkadza siermiężny wystrój sklepu/magazynu, o ile ktoś nie potrzebuje być dopieszczony jako klient, to może nawet coś w takim „geesie” nabędzie (niewymyślnego, lecz czasem nawet sensownego).