Moim zdaniem powinno się ograniczyć możliwość zwiększania aktywów banku do powiedzmy 170 mld Euro i ani eurocenta więcej. Oczywiście dokładna liczba powinna być ustalona na podstawie badań, jaka wartość aktywów węzła finansowego jest maksymalna, żeby w razie problemów mógł spokojnie zbankrutować.

Dlaczego Merkel albo Sarkozy nie wprowadzą takiego ograniczenia? Zyskali by przecież na tym przychylność wyborców.

Cała idea sektora finansowego może być właściwie sprowadzona do zarządzania ryzykiem. Podzielenie istniejących banków na 5-10 mniejszych spowoduje, że sektor bankowy z oligopolu zbliży się bardziej do konkurencji doskonałej. Odsetki i prowizje będą mniejsze. Zamiast napychać kieszenie akcjonariuszy banków przedsiębiorstwa będą miały korzystniejszy kredyt.

Dlaczego nie wprowadza się prostego obowiązku ograniczenia aktywów banków zamiast/oprócz wymyślnych Bazylei I, II, III ?

Cały kryzys sprowadza się do tego, że banki są za duże by upaść. Jeśli restaurator przyrządza słabe posiłki, to restauracja upada. Głównym zadaniem banku jest ocena wiarygodności kredytobiorców i z tego się nie wywiązały. Zdecydowana większość podmiotów na rynku nie ma obligacji greckich. Niewypłacalność Grecji to problem np. Societe Generale i Deutsche Banku. Jeśli te banki byłyby podzielone na 10 mniejszych, to część tych mniejszych banków mogłaby sobie spokojnie zbankrutować.

Wartość akcji spadłaby do zera i ich akcjonariusze na następny raz zainwestowaliby oszczędności w warzywniak zamiast prowadzić biznes polegający na ocenie wiarygodności kredytobiorców.