Jak zobaczylem ze na poczatku artykulu napisal ze nie ma czegos takiego jak szczescie to sie usmialem.

No tak jak sie cos osiagnie to chce sie sobie wszystko przypisac i nie patrzy sie obiektywnie.

– pojechal do Szwecji i powiedzial po ilus latach szefom ze ma inny pomysl na zycie. Powinno byc napisane. Pojechal do Szwecji zobaczyl ze obcokrajowiec na dyrektora nie dojdzie wiec zaczal sie rozgladac za alternatywa. Powiedzmy sobie szczerze obcokrajowiec ma wieksze szanse na rozkrecenie wlasnego interesu w kraju w ktorym przebywa niz na awans w corpo, determinowany w wiekszosci przypadkow wzgledami politycznymi,

– mial latwo jeszcze pod tym wzgledem ze na poczatku lat 90’tych bardzo latwo bylo znalezc dobrych inzynierow za w miare mala kase,

– mial ogromna przebitke jesli chodzi o przelicznik walutowy. Czyli za kilka pensji w Szwecji mogl utrzymac 4 inzynierow przez rok. Teraz nie ma szans na powtorzenie tego. Zreszta mial pewnie tyle cashu na tamte czasy ze jego sila nabywcza byla zapene ekwiwalentem 200 hektarow ziemi. Chce teraz znalezc emigranta (pracownika najemnego) ktory po 10’ciu latach tyle sie dorobi.

– na zakonczenie – jest to outsourcing

Nie zmienia to faktu ze osiagnal wiecej niz miliony polskich emigrantow z lat 70, 80 oraz 90 tych.