Niedawno, w Drawsku Pomorskim, niewielkim miasteczku na Pomorzu Zachodnim w oddziale zusu został zamontowany system regulujący obsługę petentów – taki jak w dużych urzędach czy pocztach. W niewielkim holu stanęło urządzenie do wydawania numerków, a na ścianie zawisł olbrzymi monitor z obszarem wyświetlającym numery. W tym samym holu siedzi strażnik ochrony, który wcześniej nudził się permanentnie i albo przysypiał, albo prowadził prywatne rozmowy przez telefon, a teraz łapie petentów i tłumaczy, że wejść tak sobie nie można tylko z numerkiem trzeba. Roboty nie jest jednak zbyt wiele, bo tak jak wcześniej petentów przychodzi niewielu i w żadnej kolejce nie trzeba stać. Petent może się tam poczuć nawet bardzo samotnie, bo urzędników wielu, a on sam jak palec. Zastanawiam się czy to tylko tutaj, czy może w całej Polsce zamontowano takie ustrojstwa, bo szwagier jakiegoś polityka właśnie sobie taki biznes wymyślił i potrzebował publicznego zamówienia, bo chyba my, ciułający na nędzne emeryturki raczej tego nie potrzebowaliśmy.