Widzisz Małpa, twoj post swietnie obrazuje polskie podejscie do zakupow. Jestesmy w swiatowej czolowce w czestotliwosci chodzenia na zakupy. Na gospodarstwo domowe wypada chyba ponad 330 wizyt w sklepie rocznie, czyli niemal codziennie.

Hipermarkety zostaly stworzone dla tych ktorzy palnuja zakupy i robia je raz na tydzien lub rzadziej. W efekcie ZYSKUJA mase czasu, bo zamiast 50 min dziennie x 6 dni (dojscie do sklepikow, chwila w kolejce, chwila na placenie, przejscie do nastepnego, itd.) zuzywaja zaledwie 2 godz na wielkie zakupy, ktore starczaja na dlugo + oszczedzaja pieniadze, bo jak wiadomo w malych sklepach jest o 30% drozej niz w wielkich.

Robienie w hipermarkecie zakupow na 2 dni nie ma zadnego sensu, chyba ze zima chcemy sobie pospacerowac w cieple.

Niestety, jestesmy biednym narodem, gdzie wiekszosc ludzi woli wydawac male kwoty i mniej zjesc, zeby zaoszczedzic, zas dojazd staje sie dla wielu kosztownym dodatkiem do zakupow, itd. Hipermarkety ktore weszly do Polski widza to, widza tez ze poziom zycia nie rosnie, na co liczyly, wiec zaczynaja sie dostosowywac do warunkow – mniejsze sklepy, mniejszy wybor, bo ludzie i tak nie maja kasy na kosztowanie nowosci (jak im nie bedzie smakowalo to trzeba wyrzucic, a na to wiekszosci nie stac), a wiekszosc klientow i tak sie zadawala podstawowymi artykulami. I tak kolo sie zamyka. Stad taka sytuacja hipermarketow w Polsce.