A ja lubię robić eksperymenty myślowe i w przypadku każdej tezy próbować udowodnić tezę przeciwną. Czasem to się sprawdza i okazuje się że teza pierwotna była błędna, bo w artykułach zazwyczaj pomija się fakty nie pasujące do przesłania. A co mamy w tym przypadku?

1. jeden z producentów twierdzi że nie ma jednoznacznych wyników badań dla dzieci. Pogooglałem. Istotnie, nie ma. Są sprzeczne i o tak dużych rozrzutach że tak naprawdę decyzję o zalecanych wartościach musiałby podjąć producent. Wydaje się to niesłuszne i niebezpieczne. W końcu w interesie producenta leży jak największa sprzedaż więc prawdopodobne jest że poda wskaźniki korzystne dla siebie. W końcu nie ma oficjalnych zaleceń „z zewnątrz” bo naukowcy prezentują różne wyniki badań. Skoro są różne, to ktoś się musi mylić. Co się stanie jeżeli właśnie te błędne zostaną przegłosowane jako zalecane?

Pomijając wyniki badań – oficjalne wskaźniki w EU to GDA, czyli zalecane spożycie dla pełnoletniej kobiety o wadze w normie i niskiej aktywności fizycznej. Jeśli oficjalne instytucje zdecydują się publikować wskaźniki dla innych grup wiekowych, wagowych itd to producenci będą mogli je umieszczać. Dopóki takich wskaźników nie ma to nie ma możliwości nałożenia obowiązku ich publikowania.

2. Wszyscy odruchowo przyjmują że wartości GDA to wartości maksymalne. Tymczasem należy pamiętać że tylko w niektórych przypadkach są to wartości max. W przypadku węglowodanów są to wartości _minimalne_ a w przypadku konkretnie cukrów wartości średnie. W wielu wypadkach niedobór może być dużo bardziej szkodliwy niż nadmiar.

3. Artykuł dotyczy tylko cukru. Błędnie, bo istotne są wszystkie składniki pożywienia. Nie można rozpatrywać jednego z nich w oderwaniu od reszty.

Zauważcie że w przypadku niektórych (np wapń) zapotrzebowanie np. 9latka jest wyższe niż dla dorosłych. Jeśli to ma być zdrowe to należy skupić się na wszystkich elementach a nie tylko na cukrze. I określić to dla kilku przedziałów wiekowych.

Dla utrzymania prawidłowej wagi dużo ważniejszy jest np odpowiedni stosunek węglowodanów do tłuszczu niż ograniczanie kaloryczności jedzenia. Ograniczenie spożycia węglowodanów poniżej zalecanego minimum przy równoczesnym zachowaniu spożycia tłuszczu prowadzi do zaniku tkanki mięśniowej i gromadzenia przez organizm tłuszczu.

Paradoksalnie może dojść nawet do tego że przy często pojawiającym się niedoborze energetycznym człowiek tyje zamiast chudnąć.

4. Jeśli ktoś uważa się za świadomego konsumenta to powinien zdawać sobie sprawę z tego co to jest GDA i wiedzę o wartościach zalecanych dla konkretnej grupy wiekowej, płci itd czerpać z innych źródeł, bo dojdzie do tego że opakowanie będzie za małe żeby zmieścić wszystkie możliwe wyniki badań. Po to właśnie wymyślono GDA żeby uprościć sprawę i dać jakiś punkt odniesienia od którego konsument będzie mógł orientacyjnie ustalić rzeczywiste zapotrzebowanie dla kogoś z inną wagą, wiekiem, płcią itd. Atakując producentów za brak innych oznaczeń tak naprawdę atakuje się samą ideę GDA (moim zdaniem zresztą całkiem słusznie 🙂

Podsumowując – pretensje do producentów są skierowane pod złym adresem i dotyczą nie tych problemów co trzeba. Wątpliwa też jest idea GDA i paradoksalnie może prowadzić do dezinformacji konsumentów zamiast ich większego uświadomienia. Większość ludzi niestety ma problemy z przyswajaniem informacji. Docierają do nich tylko informacje podane wprost, za to zupełnie nie są w stanie „ogarnąć” czegokolwiek co wymaga choćby minimalnej dedukcji.

Może zamiast podawać wartości bezwzględne typu składnik – procent, należałoby podawać wartości w formie: stosunek cukrów/całości węglowodanów, stosunek węglowodanów/tłuszczów itd. W końcu to te proporcje wpływają na metabolizm dużo bardziej niż sam fakt przekroczenia/nieprzekroczenia średniego zapotrzebowania.

Bo tak w uproszczeniu mówiąc – jeśli składniki diety będą odpowiednio zbilansowane to możecie sobie przekroczyć zapotrzebowanie energetyczne nawet o 100%. I tak nadwyżka pójdzie do sedesu 🙂