Od kiedy to „stacje benzynowe” są aż tak humanitarne, że dla ograniczenia skutków zaskoczenia „spodziewaną” podwyżką cen paliw – już wcześniej wchodzą na ścieżkę stopniowych podwyżek. Jest to oczywista brednia. Akurat jest odwrotnie: wiedząc lub spodziewając się podwyżek cen (np o kwotę lub stopę akcyzy), w przedbiegach podnoszą cenę, aby w momencie wprowadzenia faktycznej zmiany (np przez Min.Fin) – „dołożyć” taką podwyżkę do ceny już podwyższonej. Jest to praktyka stosowana już od dawna, w okresach wzmożonego ruchu samochodowego (wakacje, dłuższe weeckendy, święta wielkanocne lub zaduszki). Typowe zdzierstwo, wynikające z zachłanności, w której walczą o pierwszeństo właściciele stacji paliw i budżet – gdyż obie „firmy” na tym zarabiają. Budżet, jeśli podniesie stopę akcyzy – podwójnie. Powoływanie się na jakoweś przyczyny, i to w krajach dość odległych – to „tłumaczenie przez głupka – idiocie”. Przecież Polska nie sprowadza ropy/benzyny ze Szwajcarii, Niemiec czy innego kraju Europy Zachodniej. Sprowadza ją z Rosji (podobno w/g stałych cen) oraz uzupełniająco z Bliskiego Wschodu. Więc ta huśtawka cen paliw w kraju, to gierka „gminnych” kapitalistów oraz finansowych urzędasów.

Doczekają się kiedyś zmowy kierowców, którzy może „na złość mamie” np przez tydzień lub dwa zostawią samochody w garażach lub zbiorą w ogródkach tyle paliwa po niższych cenach, że przez ten czas nie będą tankować. Wtedy ceny na stacjach benzynowych napewno spadną. Zyski i dochody z podatków też. Podobny przypadek ma miejsce ze sprzedaży wódki. Mniejsza sprzedaż = mniejsze wpływy z akcyzy = zwiększenie oferty sprzedaży (nawet na stacjach benzynowych) oraz niższe ceny = nieopłacalność przemytu = itd.