Gdyby płacić minimalną składkę 120 zł miesięcznie to po 40 latach uzbiera się 57 tysięcy 600 złotych czyli emerytura w wysokości 1200 zł jak powiada Pawlak żeżre te składki po 48 miesiącach czyli 4 latach i potem musiałoby do emeryta faktycznie dopłacać państwo.

Ale ja mam 57 lat życia oraz 40 lat pracy ;Całe życie zarabiałem trochę powyżej średniej krajowej i mój kapitał w ZUS-ie wynosi 479 tysięcy złotych ,czyli gdyby ZUS wypłacał mi po 2000 złotych od tej chwili ,to oddawał by mi moje własne składki przez 239 ,5 miesiąca czyli przez prawie 20 lat do 77 roku życia.

Podobnie zarabiali inni zbliżający się do emerytury albo jeszcze lepiej.

Nie za bardzo rozumiem dlaczego miałbym mieć nędzną emeryturę?

Rozumię ,że Rząd ma potrzeby i rabuje ile wlezie między innymi z zasobów funduszu rezerwy demograficznej ale guzik mnie to obchodzi i ich wołania o zwiększenie wieku emerytalnego są niczym innym tylko dążeniem do tego ,żeby tacy jak ja płacili im te składki jak najdłużej i zdechli zanim otrzymają pierwszą emeryturę, dzięki czemu tym złodziejom zostanie moje prawie pół miliona złociszy z których gdyby były w banku na 5% to dawałyby mi rocznie 23950 złotych czyli miesięcznie 1995 złotych pod warunkiem żebym je wyciągał od razu bo jeśli co miesiąc to byłby to znacznie wyższy zysk i na dodatek większy w miarę upływu lat.

Nazwanie takiego postępowania zwykłym złodziejstwem to najlżejsze ze znanych mi określeń